Przed startem rundy wiosennej zmagań Klasy A cele postawione przed ekipą KS Bystra wydawały się bardzo łatwe do sprecyzowania. Nie trzeba było umiejętności łączenia faktów na poziomie Sherlocka Holmesa, by po jednym spojrzeniu w ligową tabelę na koniec roku 2016 jasno stwierdzić, że celem, wobec paskudnej jesieni, jest spokojne utrzymanie w szeregach a-klasowiczów. Droga do realizacji zamierzeń wydawała się być prosta – do każdego meczu podejść z właściwym zaangażowaniem oraz punktować i jeszcze raz punktować. Bez względu na to gdzie gramy, w jakich okolicznościach i na przeciw jakiego rywala, w obecnej sytuacji, jak kania dżdżu, potrzeba nam kolejnych zdobyczy. Niestety, nie poradziliśmy sobie z ciężarem gatunkowym pierwszego spotkania i z Porąbki wracamy z zerowym dorobkiem.

Misja: utrzymanie nie powiedzie bez determinacji, a jednocześnie spokoju, pragmatyczności i wyrafinowania. Mecze takie, jak ten w Porąbce musimy bezwzględnie wygrywać. Jeżeli osiągamy przewagę na boisku wyżej notowanego rywala, a po drodze stwarzamy sobie kilka naprawdę doskonałych sytuacji, nie mamy prawa wracać do domu bez pełnej puli punktów. Niestety tak jednak stało się w sobotę. Żeby zachować pełen obiektywizm – to nie był wielki mecz w naszym wykonaniu od początku. Pod nieobecność naszych pomocników: Pawła Lewandowicza, Jacka Włocha oraz będącego niepełni sił Przemysława Musiała nie wszystko funkcjonowało zgodnie z założeniami i nie udało nam się zdominować obrazu gry. Mimo tego, w pierwszej połowie rywal z Porąbki praktycznie nam nie zagroził. Zespół „Bystrzaków” w tym samym czasie zmarnował za to kilka doskonałych sytuacji. Oko w oko z bramkarzem mylili się Jakub Habdas, Mateusz Młynarski czy Wiktor Matlak. Sporo zamieszania wprowadzały też stałe fragmenty gry w wykonaniu graczy KSB. W drugiej odsłonie, mimo, że już trudniej przychodziło nam stwarzanie poważnego zagrożenia bramki Marcina Kozielskiego, wszystko wydawało się być pod kontrolą. Rywal, który do ambitnych ataków się nie pali, świeże siły w postaci zmienników i sporo czasu, by przechylić szalę zwycięstwa na naszą korzyść.

W 65. minucie rozpoczęło się jednak prawdziwe, 10. minutowe trzęsienie ziemi. Doskonale dysponowany, znakomicie czujący się na grząskim terenie, krótkonogi Maciej Lubański praktycznie w pojedynkę rozstrzygnął losy spotkania, w niespełna 600 sekund doszczętnie upokarzając szeregi defensywne „Bystrzaków”. Najpierw gracz Zapory, który od początku meczu przejawiał dużą ochotę do gry, po indywidualnej akcji wpadł w pole karne, gdzie jego rajd zakończył się na wślizgu Sebastiana Snaczke. Sędzia spotkania, Pan Adrian Damaz nie miał wątpliwości i wskazał na punkt oddalony od braki o 11 metrów. Jak skomentował tę sytuację sprawca całego zamieszania? „Niezwykle udana symulacja w wykonaniu zawodnika Zapory, aktorstwo na najwyższym poziomie. Widzę jednak na nagraniu z kamery, że z perspektywy sędziego sytuacja mogła być widoczna jako faul. Popełniłem błąd. Mój wślizg był niepotrzebny, dałem tylko arbitrowi doskonały pretekst do niekorzystnej decyzji.” – powiedział zaraz po meczu wspomniany Snaczke. Rzut karny na bramkę zamienił Tomasz Sporek. 4 minuty później Lubański był już po drugiej stronie boiska, gdzie skutecznie „urwał się” obrońcom KSB. Po efektownym sprincie z piłką wpadł w pole karne, gdzie pozostało mu jedynie oszukać rozpędzonego Snaczke i z najbliższej odległości zmieścić piłkę przy słupku bramki Witolda Dylińskiego. Sumę wszystkich nieszczęść osiągnęliśmy za to w 75. minucie, kiedy to po raz drugi z 11. metrów do siatki trafił Sporek. Tym razem „tańczącego” z piłką Lubańskiego w sposób nieprzepisowy zatrzymał w polu karnym Adrian Woźnicki. Tym sposobem dorobek pracy włożonej przez cały mecz roztrwoniliśmy w ciągu kilku chwil chaosu i boiskowego bajzlu . Do końca spotkania nic wielkiego się już nie wydarzyło, a my w sposób zdecydowany i do bólu niesprawiedliwie wysoki przegraliśmy ten mecz.

„A Ty Nasze morale w momencie straty pierwszego gola pękło, niczym przebity igłą balonik, co sobotni heros o legendarnie piłkarskim nazwisku „Lubański” wykorzystał do cna. Chcąc skutecznie zakończyć wiosenną grę o utrzymanie, tego typu upadki na duchu zdarzać się nam nie mają prawa. Póki co, należy podnieść gardę i przystąpić do kolejnych wyzwań. Pierwsze z nich w niedzielę, 2. kwietnia, kiedy to na stadionie GOSiR podejmiemy ekipę Beskidu Godziszka.

Zapora Porąbka vs KS BYSTRA  3:0 (0:0)

Bramki: Sporek 66′ k i 75′ k, Lubański 70′

Zapora Porąbka:  Marcin Kozielski – Maciej Gilek, Grzegorz Pawiński, Kamil Roseger, Łukasz Pielesz, Eryk Jaśkowiec (75′ Kamil Kliś), Tomasz Sporek (80′ Krzysztof Szczypka), Filip Głogosz (89′ Wojciech Dudek), Sebastian Witkowski (86′ Jarosław Bojara), Maciej Lubański, Kamil Jurasz

Trener: Maciej Gilek

KS BYSTRA: Witold Dyliński – Piotr Dybczak (58′ Eryk Piszczałka), Sebastian Snaczke, Jakub Cybiński, Adrian Woźnicki – Szymon Zając (64′ Przemysław Musiał), Piotr Chalecki, Wiktor Matlak, Przemysław Harat – Mateusz Młynarski (69′ Piotr Hrapkowicz), Jakub Habdas (81′ Marcin Siedlarz)

Trener: Wiesław Kowalski

Kartki: Sporek, Witkowski, Lubański (wszyscy żółte)

Sędziowie: Adrian Damaz / Mateusz Lis / Damian Orłowski

trasa